Tak wiele rzeczy się zmieniło.
Zayn na początku zrobił się odrobinę bardziej oschły i nerwowy, jednak nadal często mnie przytulał, całował i po prostu kochał, więc nie czułem się źle. Nie mogłem.
Sumiennie przestrzegałem zasad i wypełniałem swoje obowiązki, jak najlepiej odnosząc się do zakazów.
Obiecywałem być grzecznym, co w pełni poskutkowało dopiero po tygodniu, ponieważ przez cały ten czas nie odezwał się do mnie ani słowem.
Mimo to, starałem się całym sercem, bo kochałem go każdą częścią siebie i wierzyłem, że tak właśnie powinno być. Byłem do tego przyzwyczajany.
Tak, jak objawiały się coraz to nowsze kary, zawsze był bardziej kochany, pomocny i czuły.
Więc dlaczego miałbym czuć się źle, czy narzekać?
Na okrągło miałem sine policzki, lub podbite oczy.
Bardzo często mnie uderzał i teraz w tych wszystkich wspomnieniach widzę, jak nieprzyzwoitą sprawiało mu to przyjemność.
Wówczas w jego ciemnobrązowych oczach odznaczały się iskry, które miały kolor wygasającego paleniska. Niczym czerniejący żar, z czerwonym błyskiem.
Któregoś dnia, gdy znów uderzył mnie za niedokładne umycie jednego z widelców, po moim policzku ściekła jedna, samotna, okropnie słona łza, zatrzymując się na ustach, bym mógł poczuć smak bólu, jaki odczuwa wtedy moja dusza, zaczął krzyczeć.
- Jak można być taką beksą? Najpierw robisz źle, a kiedy zostaniesz ukarany, udajesz tego pokrzywdzonego? - Warknął całą siłą płuc.
Skuliłem się w sobie, przygryzając wargę do krwi, zaciskając z całych sił powieki, by tylko nie spadły z mych oczu kolejne krople.
- Przepraszam – Wyszeptałem, ledwo powstrzymując się przed drżeniem ze strachu.
- Nie przepraszaj. Twoje przeprosiny są gówno warte. Tak jak całe twoje życie i wszystko co robisz. Jesteś tylko głupim, małym chłopcem. Brudną szmatą. Widziałeś kiedyś, jak wyglądasz? - Prychnął, a ja zacisnąłem zęby tak mocno, że szkarłatny płyn pociekł w dół po mojej brodzie, kapiąc na podłogę.
Czułem, jakby ktoś próbował wypalić mi oczy, choć w rzeczywistości były to tylko moje łzy, które chciały się wydostać. Cały Zayn został przez nie rozmazany i na moment poczułem ulgę, nie musząc patrzeć na tego potwora.
- Jesteś obrzydliwy. Brzydzę się cię dotykać i całować, a co dopiero kochać z tobą, ale jestem na tyle dobry, że to powstrzymuję. - W jednym kroku doszedł do mnie, z całej siły zaciskając palce na mojej brodzie, przez co musiałem przestać gryźć wargę. Było to równoznaczne z puszczeniem łez, a te z prędkością światła wyznaczyły swój tor, płynąc i płynąc, jakby chciały po prostu przed nim uciec.
- Mówiłem ci, kurwa, żebyś nie beczał. - Pchnął mnie na ścianę, przez co po moich plecach rozszedł się przeszywający ból. Uścisk w gardle spowodowany strachem uniemożliwił mi zaskomlenie, za co byłem wdzięczny, bo przecież to by go rozwścieczyło.
Teraz wdziałem już świetnie. Każdy kontur, kolor i Zayna, który wyglądał niczym polujące zwierze, które właśnie wybrało ofiarę i swoimi ostrymi zębiskami miał przegryźć jej tętnicę szyjną, by zabić, a później rozszarpać konające ciało, tylko po to, by mieć tę chorą satysfakcję i czuć metaliczny smak krwi.
Ponownie do mnie doszedł i wyciągnął pięść, która momentalnie poleciała w stronę mojej twarzy.
- Kocham cię. - Pisnąłem, odwracając głowę tak, by ponownie nie złamał mi nosa i zamykając oczy, by nie musieć tego widzieć.
Lecz cios nie nadszedł.
Uchyliłem jedno oko, patrząc na Malika, który trzymał swoją dłoń milimetry przed moją twarzą i przysięgam, odetchnąłbym z ulgą, gdybym nie był tak bardzo przerażony.
Zgarnął mnie w swoje ramiona, głaszcząc delikatnie po plecach i włosach, a ja objąłem go w pasie rękoma, twarz chowając w jego piersi i powoli wdychając zapach drogich perfum pomieszanych z dymem papierosowym.
Poczułem ulgę i radość jednocześnie, a wszystkie negatywne emocje uleciały gdzieś daleko, bo przecież to był Zayn, kochał mnie i przytulał, jak mógłbym być zły?
- Tak bardzo, bardzo mocno. - Dopowiedziałem moment później, a on cmoknął mnie w głowę.
- Wiem, kochanie. Tak, jak ja ciebie.
Jak często używałem tych słów, by mnie nie krzywdził?
Na okrągło, choć często nie skutkowało, gdyż był już tak wściekły.
Od tamtego oto dnia prawie każdego następnego wyzywał mnie, krzyczał obelgi. Po prostu znalazł nowy sposób, by mnie skrzywdzić i wbrew pozorom jego słowa raniły mnie bardziej, niż pięści.
No bo jak poczułby się ktokolwiek, gdyby osoba, którą kocha całym sobą, każdą częścią i komórką, mówiła mu, że jest beznadziejny, obrzydliwy, brzydki, gruby?
To było uczucie podobne do wbijania sztyletu; raz za razem, ciągle i znowu, prosto w serce, które nie mogło przestać krwawić.
Zayn nie znał litości.
To były po prostu momenty, gdy twierdził, że już zostałem wystarczająco ukarany.
Mimo wszystko, zawsze uważałem, że zasługuję na wszystko, co dostaję.
!UWAGA!
Opisane poniżej sceny mogą być drastyczne.
Pewnego dnia, dość ciepłego, pamiętam, bo okropnie mocno świeciło słońce, powiedział, że mnie nienawidzi. Był to dwudziesty pierwszy sierpnia.
Wtedy bowiem usiadłem na białych, kuchennych kafelkach, a Malik stał nade mną, z założonymi na pierś rękoma, przyglądając się moim poczynaniom.
Wyciągnąłem przed siebie dłoń, skierowaną wnętrzem ku górze i szybkim, zdecydowanym ruchem przeciągnąłem po nadgarstku żyletką.
Krew niemal trysnęła, strumieniem spływając na ziemię, brudząc idealną biel.
Zayn uśmiechnął się, po czym ukląkł obok mnie, chwytając moją dłoń i językiem powoli zlizując całą tę krew, która wyciekła z mej rany, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Przyjemny prąd, tak mylnie podobny do podniecenia rozszedł się po moim ciele, gdy Malik złączył nasze usta w pocałunku, a ja zasmakowałem swojej własnej krwi.
- Tak właśnie smakuje życie, Niall. -Szepnął, dłoń na moment kładąc na moim policzku, po czym odszedł, zostawiając mnie samego.
Poczułem się pusty i wypalony, a równocześnie spełniony i szczęśliwy.
Rana piekła, ale ten ból naprawdę mnie zadowalał, więc nie chciałem płakać.
Zayn był sadystą i potrafił wykorzystywać moje uczucia do własnych celów.
Najczęściej uciekał się do strachu i miłości. To odczuwałem najmocniej.
Wtedy więc robiłem to, co on chciał, bym zrobił.
W moje urodziny wpadli do nas koledzy, w tym Louis i Harry.
Nosiłem bransoletki, by nie było widać ran i blizn, które były tak liczne.
Lou tego dnia wciąż mnie przytulał, całował w policzki, trzymał na kolanach i choć Zayn śmiał się z tego, ja wiedziałem, że nie jest zadowolony.
Zostaliśmy sami około dwudziestej drugiej, gdyż wszyscy rozeszli się do swoich domów i wtedy właśnie obudził się demon, którego jeszcze nigdy nie widziałem.
- Co ty sobie myślisz?! Jesteś mój, szmato.
Nie odpowiedziałem, to nie miało sensu, więc jedynie spuściłem głowę, pokazując tym swoją uległość.
- Tym razem przegiąłeś. To cię oduczy.
Powalił mnie na kolana, gdzieś po drodze zrywając koszulkę.
"Zasłużyłem" wypowiadałem cichutko, jak najmocniej zaciskając powieki.
Byłem przerażony do szpiku kości.
Do dziś nie mam pojęcia, skąd wziął bicz. Może wcześniej miał inną ofiarę?
Lecz w takim wypadku zabił ją, czy jakimś sposobem udało jej się uciec?
Pierwsze uderzenie było szokiem.
Moje oczy i usta otworzyły się szeroko na tę nową metodę krzywd.
Ból rozszedł się po całym ciele, paraliżując swoją siłą, a krew trysnęła z poszarpanej rany, brudząc wszystko dookoła.
Zacisnąłem zęby, by nie krzyknąć z bólu. Miałem nadzieję, że uderzy tylko raz.
Lecz uderzył trzy, a kafelki skąpane były w czermieni i poszarpanych kawałkach skóry.
Czułem się, jakby te rany płonęły. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym, jak tylko cieknącej krwi, rozciętej skórze i silnym, pulsującym bólu.
Na początku uderzenia bicza porównywalne były do lekkiego, łaskoczącego bólu, dopiero gdy rana rozrywała się na dwie części czułem, że to piekło.
Piekło, na które w pełni zasłużyłem.
Nie zostawił mnie, co było zadziwiające.
W sypialni położył mnie na brzuchu, na poranione plecy kładąc mokre, zimne ręczniki, dożylnie podając mi leki przeciwbólowe.
Zadbał o mnie.
Byłem odurzony, miałem zamknięte oczy, a Zayn usiadł obok mnie, głaszcząc moją dłoń.
Napiąłem się w przerażeniu i powiem szczerze, nawet nie wiem, kiedy zacząłem bać się każdego gestu z jego strony.
- Przepraszam, Nialler. Nie potrafię nad tym panować. - Szepnął cicho i przysięgam, w jego głosie słychać było czystą szczerość, żal i skruchę.
- Tak bardzo cię kocham. - Dopowiedział, całując mój policzek.
To był jedyny raz, kiedy usłyszałem, jak mnie przeprasza i zastanawia mnie, czy robił to jeszcze kiedyś, tylko ja spałem?
Mimo to, te kilka słów wystarczyło, bym mu wybaczył.
Odwracam się, podciągając bluzkę ku górze, by odsłonić trzy długie, grube blizny, które mieszcząc się na plecach.
Ukazuję coś, co zawsze skrywałem, ale są o wiele gorsze ślady kar, jakich doświadczyłem w swoim życiu.
- Jak mogłeś mu wybaczyć? - Pyta komisarz Payne, marszcząc brwi.
Odwracam się, by stanąć do niego przodem i uśmiecham smutno.
- Kochałem go. Nadal kocham. - Mówię pewnie, choć cicho. - Choć czuję się wolny, niczego w życiu nie żałuję bardziej, niż tego, że go zabiłem. Był wszystkim, co miałem.
- Lecz na okrągło cię krzywdził. - Wybucha mężczyzna, wyrzucając ręce w powietrze.
- Zasługiwałem na to. - jestem spokojny, opanowany i cichy, a mój głos nie zdradzał żadnych emocji. Jak przez cały czas.
- Nie wierzę. Nie zrobiłeś mu nic złego. - Usilnie przekonuje, czerwieniejąc ze złości, a ja kulę się ze strachu.
I nim Payne zdąża się uspokoić,
mnie dopada ciemność, pochłaniając w całości, a ja nie czuję zupełnie nic.
Zayn na początku zrobił się odrobinę bardziej oschły i nerwowy, jednak nadal często mnie przytulał, całował i po prostu kochał, więc nie czułem się źle. Nie mogłem.
Sumiennie przestrzegałem zasad i wypełniałem swoje obowiązki, jak najlepiej odnosząc się do zakazów.
Obiecywałem być grzecznym, co w pełni poskutkowało dopiero po tygodniu, ponieważ przez cały ten czas nie odezwał się do mnie ani słowem.
Mimo to, starałem się całym sercem, bo kochałem go każdą częścią siebie i wierzyłem, że tak właśnie powinno być. Byłem do tego przyzwyczajany.
Tak, jak objawiały się coraz to nowsze kary, zawsze był bardziej kochany, pomocny i czuły.
Więc dlaczego miałbym czuć się źle, czy narzekać?
Na okrągło miałem sine policzki, lub podbite oczy.
Bardzo często mnie uderzał i teraz w tych wszystkich wspomnieniach widzę, jak nieprzyzwoitą sprawiało mu to przyjemność.
Wówczas w jego ciemnobrązowych oczach odznaczały się iskry, które miały kolor wygasającego paleniska. Niczym czerniejący żar, z czerwonym błyskiem.
Któregoś dnia, gdy znów uderzył mnie za niedokładne umycie jednego z widelców, po moim policzku ściekła jedna, samotna, okropnie słona łza, zatrzymując się na ustach, bym mógł poczuć smak bólu, jaki odczuwa wtedy moja dusza, zaczął krzyczeć.
- Jak można być taką beksą? Najpierw robisz źle, a kiedy zostaniesz ukarany, udajesz tego pokrzywdzonego? - Warknął całą siłą płuc.
Skuliłem się w sobie, przygryzając wargę do krwi, zaciskając z całych sił powieki, by tylko nie spadły z mych oczu kolejne krople.
- Przepraszam – Wyszeptałem, ledwo powstrzymując się przed drżeniem ze strachu.
- Nie przepraszaj. Twoje przeprosiny są gówno warte. Tak jak całe twoje życie i wszystko co robisz. Jesteś tylko głupim, małym chłopcem. Brudną szmatą. Widziałeś kiedyś, jak wyglądasz? - Prychnął, a ja zacisnąłem zęby tak mocno, że szkarłatny płyn pociekł w dół po mojej brodzie, kapiąc na podłogę.
Czułem, jakby ktoś próbował wypalić mi oczy, choć w rzeczywistości były to tylko moje łzy, które chciały się wydostać. Cały Zayn został przez nie rozmazany i na moment poczułem ulgę, nie musząc patrzeć na tego potwora.
- Jesteś obrzydliwy. Brzydzę się cię dotykać i całować, a co dopiero kochać z tobą, ale jestem na tyle dobry, że to powstrzymuję. - W jednym kroku doszedł do mnie, z całej siły zaciskając palce na mojej brodzie, przez co musiałem przestać gryźć wargę. Było to równoznaczne z puszczeniem łez, a te z prędkością światła wyznaczyły swój tor, płynąc i płynąc, jakby chciały po prostu przed nim uciec.
- Mówiłem ci, kurwa, żebyś nie beczał. - Pchnął mnie na ścianę, przez co po moich plecach rozszedł się przeszywający ból. Uścisk w gardle spowodowany strachem uniemożliwił mi zaskomlenie, za co byłem wdzięczny, bo przecież to by go rozwścieczyło.
Teraz wdziałem już świetnie. Każdy kontur, kolor i Zayna, który wyglądał niczym polujące zwierze, które właśnie wybrało ofiarę i swoimi ostrymi zębiskami miał przegryźć jej tętnicę szyjną, by zabić, a później rozszarpać konające ciało, tylko po to, by mieć tę chorą satysfakcję i czuć metaliczny smak krwi.
Ponownie do mnie doszedł i wyciągnął pięść, która momentalnie poleciała w stronę mojej twarzy.
- Kocham cię. - Pisnąłem, odwracając głowę tak, by ponownie nie złamał mi nosa i zamykając oczy, by nie musieć tego widzieć.
Lecz cios nie nadszedł.
Uchyliłem jedno oko, patrząc na Malika, który trzymał swoją dłoń milimetry przed moją twarzą i przysięgam, odetchnąłbym z ulgą, gdybym nie był tak bardzo przerażony.
Zgarnął mnie w swoje ramiona, głaszcząc delikatnie po plecach i włosach, a ja objąłem go w pasie rękoma, twarz chowając w jego piersi i powoli wdychając zapach drogich perfum pomieszanych z dymem papierosowym.
Poczułem ulgę i radość jednocześnie, a wszystkie negatywne emocje uleciały gdzieś daleko, bo przecież to był Zayn, kochał mnie i przytulał, jak mógłbym być zły?
- Tak bardzo, bardzo mocno. - Dopowiedziałem moment później, a on cmoknął mnie w głowę.
- Wiem, kochanie. Tak, jak ja ciebie.
Jak często używałem tych słów, by mnie nie krzywdził?
Na okrągło, choć często nie skutkowało, gdyż był już tak wściekły.
Od tamtego oto dnia prawie każdego następnego wyzywał mnie, krzyczał obelgi. Po prostu znalazł nowy sposób, by mnie skrzywdzić i wbrew pozorom jego słowa raniły mnie bardziej, niż pięści.
No bo jak poczułby się ktokolwiek, gdyby osoba, którą kocha całym sobą, każdą częścią i komórką, mówiła mu, że jest beznadziejny, obrzydliwy, brzydki, gruby?
To było uczucie podobne do wbijania sztyletu; raz za razem, ciągle i znowu, prosto w serce, które nie mogło przestać krwawić.
Zayn nie znał litości.
To były po prostu momenty, gdy twierdził, że już zostałem wystarczająco ukarany.
Mimo wszystko, zawsze uważałem, że zasługuję na wszystko, co dostaję.
!UWAGA!
Opisane poniżej sceny mogą być drastyczne.
Pewnego dnia, dość ciepłego, pamiętam, bo okropnie mocno świeciło słońce, powiedział, że mnie nienawidzi. Był to dwudziesty pierwszy sierpnia.
Wtedy bowiem usiadłem na białych, kuchennych kafelkach, a Malik stał nade mną, z założonymi na pierś rękoma, przyglądając się moim poczynaniom.
Wyciągnąłem przed siebie dłoń, skierowaną wnętrzem ku górze i szybkim, zdecydowanym ruchem przeciągnąłem po nadgarstku żyletką.
Krew niemal trysnęła, strumieniem spływając na ziemię, brudząc idealną biel.
Zayn uśmiechnął się, po czym ukląkł obok mnie, chwytając moją dłoń i językiem powoli zlizując całą tę krew, która wyciekła z mej rany, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Przyjemny prąd, tak mylnie podobny do podniecenia rozszedł się po moim ciele, gdy Malik złączył nasze usta w pocałunku, a ja zasmakowałem swojej własnej krwi.
- Tak właśnie smakuje życie, Niall. -Szepnął, dłoń na moment kładąc na moim policzku, po czym odszedł, zostawiając mnie samego.
Poczułem się pusty i wypalony, a równocześnie spełniony i szczęśliwy.
Rana piekła, ale ten ból naprawdę mnie zadowalał, więc nie chciałem płakać.
Zayn był sadystą i potrafił wykorzystywać moje uczucia do własnych celów.
Najczęściej uciekał się do strachu i miłości. To odczuwałem najmocniej.
Wtedy więc robiłem to, co on chciał, bym zrobił.
W moje urodziny wpadli do nas koledzy, w tym Louis i Harry.
Nosiłem bransoletki, by nie było widać ran i blizn, które były tak liczne.
Lou tego dnia wciąż mnie przytulał, całował w policzki, trzymał na kolanach i choć Zayn śmiał się z tego, ja wiedziałem, że nie jest zadowolony.
Zostaliśmy sami około dwudziestej drugiej, gdyż wszyscy rozeszli się do swoich domów i wtedy właśnie obudził się demon, którego jeszcze nigdy nie widziałem.
- Co ty sobie myślisz?! Jesteś mój, szmato.
Nie odpowiedziałem, to nie miało sensu, więc jedynie spuściłem głowę, pokazując tym swoją uległość.
- Tym razem przegiąłeś. To cię oduczy.
Powalił mnie na kolana, gdzieś po drodze zrywając koszulkę.
"Zasłużyłem" wypowiadałem cichutko, jak najmocniej zaciskając powieki.
Byłem przerażony do szpiku kości.
Do dziś nie mam pojęcia, skąd wziął bicz. Może wcześniej miał inną ofiarę?
Lecz w takim wypadku zabił ją, czy jakimś sposobem udało jej się uciec?
Pierwsze uderzenie było szokiem.
Moje oczy i usta otworzyły się szeroko na tę nową metodę krzywd.
Ból rozszedł się po całym ciele, paraliżując swoją siłą, a krew trysnęła z poszarpanej rany, brudząc wszystko dookoła.
Zacisnąłem zęby, by nie krzyknąć z bólu. Miałem nadzieję, że uderzy tylko raz.
Lecz uderzył trzy, a kafelki skąpane były w czermieni i poszarpanych kawałkach skóry.
Czułem się, jakby te rany płonęły. Nie potrafiłem skupić się na niczym innym, jak tylko cieknącej krwi, rozciętej skórze i silnym, pulsującym bólu.
Na początku uderzenia bicza porównywalne były do lekkiego, łaskoczącego bólu, dopiero gdy rana rozrywała się na dwie części czułem, że to piekło.
Piekło, na które w pełni zasłużyłem.
Nie zostawił mnie, co było zadziwiające.
W sypialni położył mnie na brzuchu, na poranione plecy kładąc mokre, zimne ręczniki, dożylnie podając mi leki przeciwbólowe.
Zadbał o mnie.
Byłem odurzony, miałem zamknięte oczy, a Zayn usiadł obok mnie, głaszcząc moją dłoń.
Napiąłem się w przerażeniu i powiem szczerze, nawet nie wiem, kiedy zacząłem bać się każdego gestu z jego strony.
- Przepraszam, Nialler. Nie potrafię nad tym panować. - Szepnął cicho i przysięgam, w jego głosie słychać było czystą szczerość, żal i skruchę.
- Tak bardzo cię kocham. - Dopowiedział, całując mój policzek.
To był jedyny raz, kiedy usłyszałem, jak mnie przeprasza i zastanawia mnie, czy robił to jeszcze kiedyś, tylko ja spałem?
Mimo to, te kilka słów wystarczyło, bym mu wybaczył.
Odwracam się, podciągając bluzkę ku górze, by odsłonić trzy długie, grube blizny, które mieszcząc się na plecach.
Ukazuję coś, co zawsze skrywałem, ale są o wiele gorsze ślady kar, jakich doświadczyłem w swoim życiu.
- Jak mogłeś mu wybaczyć? - Pyta komisarz Payne, marszcząc brwi.
Odwracam się, by stanąć do niego przodem i uśmiecham smutno.
- Kochałem go. Nadal kocham. - Mówię pewnie, choć cicho. - Choć czuję się wolny, niczego w życiu nie żałuję bardziej, niż tego, że go zabiłem. Był wszystkim, co miałem.
- Lecz na okrągło cię krzywdził. - Wybucha mężczyzna, wyrzucając ręce w powietrze.
- Zasługiwałem na to. - jestem spokojny, opanowany i cichy, a mój głos nie zdradzał żadnych emocji. Jak przez cały czas.
- Nie wierzę. Nie zrobiłeś mu nic złego. - Usilnie przekonuje, czerwieniejąc ze złości, a ja kulę się ze strachu.
I nim Payne zdąża się uspokoić,
mnie dopada ciemność, pochłaniając w całości, a ja nie czuję zupełnie nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz