Gdy kolory powoli powracają, moje serce ponownie pęka. Mam ochotę płakać i krzyczeć, bo przecież go zabiłem - jak mogłem?
Zamiast tego, mrugam kilka razy i pozostaję niewzruszony, patrząc na komisarza Payne’a, na którego twarzy maluje się troska i zaniepokojenie.
- Wszystko w porządku? - Pyta, a ja natychmiast przytakuję, otrząsając się z resztek emocji i uczuć.
- Mogę kontynuować?- Szepczę, a mój głos mimo to lekko drży, jest zachrypnięty i słaby, jakbym używał go po bardzo długiej przerwie, lub krzyczał godzinami.
- Myślę, że powinieneś odpocząć od tej opowieści. - Odzywa się nagle Ojciec Diego, a ja dopiero teraz przypominam sobie o jego obecności.
- Nie chcę. Nie mogę, gdy wspomnienia są aż tak żywe. - Odpowiadam natychmiast i nagle ogarnia mnie strach, bo przecież powinienem być posłuszny i się dostosowywać, więc zaciskam powieki i kulę się, czekając na karę.
- Niall, nikt tutaj nie zamierza cię uderzyć. - Głos komisarza Payne’a jest delikatny i z jakiegoś powodu ja wierzę w jego słowa.
- Zayn ukarałby mnie za tak skandaliczne zachowanie. - Oznajmiam natychmiast, przygryzając wargę.
Któregoś razu, nie zgodziłem się z nim w decyzji, jaką chciał podjąć.
Nie pamiętam, o co chodziło, ale byłem okropnie zawzięty, by postawić na swoim.
Zdenerwował się. Dość szybko, gdyż wcześniej wypił kilka piw, a to wzmagało jego agresję stu procentowo, lecz nie śmiałem nigdy zwrócić mu uwagi.
Podszedł do kominka, wsadził pogrzebacz do ognia i bawił się nim - naprawdę myślałem, że chce się w ten sposób jakoś uspokoić.
Tak bardzo się myliłem.
Chwilę później podszedł do mnie z rozgrzaną do czerwoności stalą, a ja dopiero wtedy zacząłem się bać.
- Zdejmuj spodnie. - Nakazał ostrym głosem, a ja nie śmiałem się sprzeciwić, więc ściągnąłem je z prędkością światła.
Podszedł blisko, pogrzebacz trzymając milimetry od mojej skóry - tak, że mogłem poczuć bijący od niego gorąc.
Chwilę później zwinnie przycisnął go do mojego uda.
Krzyknąłem - początkowo z szoku - ale chwilę później z ogromnego bólu, jaki odczułem.
Gdy zabrał przyrząd, popatrzyłem na ranę z otwartymi ustami. Była poczerniała dookoła, ze środka leciała krew, a w powietrzu unosił się smród spalonej skóry.
A on odszedł. Zostawił mnie, płaczącego, skowyczącego z bólu, ale wiem, że zasłużyłem.
Zamykam oczy, lekko roztrzęsiony.
- Jak często robił ci coś takiego? - Pyta Payne przez zaciśnięte zęby.
- Zawsze, gdy zachowywałem się źle. - Osuwam spodnie do kolan, pokazując liczne, grube blizny.
Nawet teraz wyglądają okropnie, więc krzywię się, gdy muszę na nie patrzeć.
- Był potworem. - Stwierdza rzeczowo komisarz, a ja patrzę na niego z bólem w oczach.
- Kochał mnie. - Szepczę pewnie, czując napływające łzy.
- Nie kochał cię - warczy - bo gdyby cię kochał, nigdy by cię nie skrzywdził, rozumiesz? Nawet ja traktuję cię lepiej, choć mógłbym boleśnie cię obezwładnić.
Kręcę głową, a wtedy łzy po prostu spadają na podłogę, a ja mam wrażenie, że słyszę, jak rozpryskują się na ziemi.
- Nie rozumiesz tego. Jesteś zbyt… - W ostatniej chwili gryzę się w język i kulę, chcąc uniknąć ciosu, którego się spodziewam.
- Nikt tutaj nie zamierza cię krzywdzić. - Wzdycha Payne. - Nikt już nigdy cię nie skrzywdzi.
Rusza w moją stronę, a moje serce zamiera w piersi w nagłym przerażeniu.
Lecz wtedy on po prostu mnie obejmuje, moją twarz chowając w swoją pierś, a wtedy ja zaczynam szlochać, bo pierwszy raz od bardzo dawna czuję się bezpiecznie i pewnie.
Gdzieś na dnie mojego serca zaczyna płonąć płomyk nadziei, że znów będzie dobrze, że wybaczę samemu sobie i dam radę żyć normalnie.
Więc płaczę jeszcze bardziej, mocząc materiał koszulki Payne’a i wtulam się w niego jeszcze mocniej, jakby od tego zależeć miało moje życie.
- Na pewno nie chcesz odpocząć? - Pyta cicho, a jego ciepły oddech owiewa moje ucho. - Zabiorę cię do siebie, kupię coś do jedzenia, a jutro wrócimy. - Zapewnia.
Przytakuję, choć mam ochotę stać tutaj, w jego objęciach przez resztę mojego życia.
Komisarz odchodzi ode mnie i nagle ogarnia mnie dziwne uczucie pustki i smutku, lecz już po chwili czuję, jak jego palce splatają się z moimi, a gdy zerkam na jego twarz, widzę szeroki, szczery uśmiech i po prostu wiem, że się rumienię.
Myślę o tym, jak w brzuchu czuję coś nowego, co dopiero się rodzi, ale daje mi poczucie, że będzie wielkie i potężne, a ja całkowicie w to wierzę.
Ogarnia mnie uczucie szczęścia - tak silne, że uśmiecham się szeroko i mam ochotę zacząć śpiewać, lecz zaraz uspokajam się, cień uśmiechu chowając w kącikach warg.
- Więc przenocujesz u mnie, dobrze? Zamówię pizzę i pożyczę ci ubrania. - Mówi Payne, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
- Dziękuję panu, ale to za wiele. Sam nocleg jest wystarczający.
- Po prostu Liam. - Wzdycha, gdy jesteśmy już niedaleko obrzeży miasta. - I naprawdę nalegam.
- W porządku. - Odpowiadam, jak zwykle nie chcąc się sprzeciwiać.
Jestem w pewnym stopniu spełniony, choć nie rozumiem, jak.
- To mój samochód. - Wskazuje na czarny, niski mercedes, lecz ja nie znam się na samochodach, więc nie mam pojęcia, jaki to model.
Puszcza moją dłoń i znów zaczynam czuć się niepewnie, lecz on wtedy otwiera przednie drzwiczki, a ja wsiadam.
- Jeśli chcesz, możesz się przespać.
Więc opieram głowę o szybę i przymykam powieki, myśląc o tym, jak kojąco wpływa na mnie obecność tego mężczyzny.
|FMFFIHS|
Budzę się, spocony i kompletnie przerażony choć nie mam pojęcia, dlaczego.
Leżę w samych bokserkach, przykryty kołdrą na ogromnym łóżku z aksamitną pościelą.
Powietrze dookoła jest przyjemnie chłodne, a za oknem widać srebrny księżyc w pełni, jakby chciał on oświetlić mi pomieszczenie.
Odgarniam z czoła mokre, blond włosy i rozglądam się dookoła w zdezorientowaniu.
- Liam? - Wołam dość głośno, lecz nie na tyle, by obudzić go, gdyby spał.
Chwilę później mężczyzna wchodzi do pomieszczenia, mając na sobie jedynie szare dresy.
- W porządku? - Pyta, a troska maluje się w jego oczach.
Zaprzeczam ruchem głowy, czując jak łzy napływają mi do oczu i przygryzam wargę, by nie drżała.
Liam podchodzi do mnie i kładzie się obok, mocno przyciskając do swojej piersi. Jego skóra jest ciepła i miękka, a słodkawy zapach znów we mnie uderza.
- Boję się - szepczę - Nie mam nic, nie mam nikogo i zamordowałem człowieka. Tak bardzo się boję.
- Wszystko będzie dobrze - odpowiada, całując mnie w czoło. - Zrobię wszystko, by było dobrze. Obiecuję.
A ja wierzę w jego słowa.
- Proszę, nie odchodź. - Mamroczę sennie, czując, że odpływam. - Nie zostawiaj mnie samego.
- Nie zamierzam.
I nie mam pojęcia, czy śnię, czy to dzieje się naprawdę, ale komisarz Payne składa na moich wargach delikatny, jak motyle skrzydła, pocałunek.
ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ!
Zamiast tego, mrugam kilka razy i pozostaję niewzruszony, patrząc na komisarza Payne’a, na którego twarzy maluje się troska i zaniepokojenie.
- Wszystko w porządku? - Pyta, a ja natychmiast przytakuję, otrząsając się z resztek emocji i uczuć.
- Mogę kontynuować?- Szepczę, a mój głos mimo to lekko drży, jest zachrypnięty i słaby, jakbym używał go po bardzo długiej przerwie, lub krzyczał godzinami.
- Myślę, że powinieneś odpocząć od tej opowieści. - Odzywa się nagle Ojciec Diego, a ja dopiero teraz przypominam sobie o jego obecności.
- Nie chcę. Nie mogę, gdy wspomnienia są aż tak żywe. - Odpowiadam natychmiast i nagle ogarnia mnie strach, bo przecież powinienem być posłuszny i się dostosowywać, więc zaciskam powieki i kulę się, czekając na karę.
- Niall, nikt tutaj nie zamierza cię uderzyć. - Głos komisarza Payne’a jest delikatny i z jakiegoś powodu ja wierzę w jego słowa.
- Zayn ukarałby mnie za tak skandaliczne zachowanie. - Oznajmiam natychmiast, przygryzając wargę.
Któregoś razu, nie zgodziłem się z nim w decyzji, jaką chciał podjąć.
Nie pamiętam, o co chodziło, ale byłem okropnie zawzięty, by postawić na swoim.
Zdenerwował się. Dość szybko, gdyż wcześniej wypił kilka piw, a to wzmagało jego agresję stu procentowo, lecz nie śmiałem nigdy zwrócić mu uwagi.
Podszedł do kominka, wsadził pogrzebacz do ognia i bawił się nim - naprawdę myślałem, że chce się w ten sposób jakoś uspokoić.
Tak bardzo się myliłem.
Chwilę później podszedł do mnie z rozgrzaną do czerwoności stalą, a ja dopiero wtedy zacząłem się bać.
- Zdejmuj spodnie. - Nakazał ostrym głosem, a ja nie śmiałem się sprzeciwić, więc ściągnąłem je z prędkością światła.
Podszedł blisko, pogrzebacz trzymając milimetry od mojej skóry - tak, że mogłem poczuć bijący od niego gorąc.
Chwilę później zwinnie przycisnął go do mojego uda.
Krzyknąłem - początkowo z szoku - ale chwilę później z ogromnego bólu, jaki odczułem.
Gdy zabrał przyrząd, popatrzyłem na ranę z otwartymi ustami. Była poczerniała dookoła, ze środka leciała krew, a w powietrzu unosił się smród spalonej skóry.
A on odszedł. Zostawił mnie, płaczącego, skowyczącego z bólu, ale wiem, że zasłużyłem.
Zamykam oczy, lekko roztrzęsiony.
- Jak często robił ci coś takiego? - Pyta Payne przez zaciśnięte zęby.
- Zawsze, gdy zachowywałem się źle. - Osuwam spodnie do kolan, pokazując liczne, grube blizny.
Nawet teraz wyglądają okropnie, więc krzywię się, gdy muszę na nie patrzeć.
- Był potworem. - Stwierdza rzeczowo komisarz, a ja patrzę na niego z bólem w oczach.
- Kochał mnie. - Szepczę pewnie, czując napływające łzy.
- Nie kochał cię - warczy - bo gdyby cię kochał, nigdy by cię nie skrzywdził, rozumiesz? Nawet ja traktuję cię lepiej, choć mógłbym boleśnie cię obezwładnić.
Kręcę głową, a wtedy łzy po prostu spadają na podłogę, a ja mam wrażenie, że słyszę, jak rozpryskują się na ziemi.
- Nie rozumiesz tego. Jesteś zbyt… - W ostatniej chwili gryzę się w język i kulę, chcąc uniknąć ciosu, którego się spodziewam.
- Nikt tutaj nie zamierza cię krzywdzić. - Wzdycha Payne. - Nikt już nigdy cię nie skrzywdzi.
Rusza w moją stronę, a moje serce zamiera w piersi w nagłym przerażeniu.
Lecz wtedy on po prostu mnie obejmuje, moją twarz chowając w swoją pierś, a wtedy ja zaczynam szlochać, bo pierwszy raz od bardzo dawna czuję się bezpiecznie i pewnie.
Gdzieś na dnie mojego serca zaczyna płonąć płomyk nadziei, że znów będzie dobrze, że wybaczę samemu sobie i dam radę żyć normalnie.
Więc płaczę jeszcze bardziej, mocząc materiał koszulki Payne’a i wtulam się w niego jeszcze mocniej, jakby od tego zależeć miało moje życie.
- Na pewno nie chcesz odpocząć? - Pyta cicho, a jego ciepły oddech owiewa moje ucho. - Zabiorę cię do siebie, kupię coś do jedzenia, a jutro wrócimy. - Zapewnia.
Przytakuję, choć mam ochotę stać tutaj, w jego objęciach przez resztę mojego życia.
Komisarz odchodzi ode mnie i nagle ogarnia mnie dziwne uczucie pustki i smutku, lecz już po chwili czuję, jak jego palce splatają się z moimi, a gdy zerkam na jego twarz, widzę szeroki, szczery uśmiech i po prostu wiem, że się rumienię.
Myślę o tym, jak w brzuchu czuję coś nowego, co dopiero się rodzi, ale daje mi poczucie, że będzie wielkie i potężne, a ja całkowicie w to wierzę.
Ogarnia mnie uczucie szczęścia - tak silne, że uśmiecham się szeroko i mam ochotę zacząć śpiewać, lecz zaraz uspokajam się, cień uśmiechu chowając w kącikach warg.
- Więc przenocujesz u mnie, dobrze? Zamówię pizzę i pożyczę ci ubrania. - Mówi Payne, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
- Dziękuję panu, ale to za wiele. Sam nocleg jest wystarczający.
- Po prostu Liam. - Wzdycha, gdy jesteśmy już niedaleko obrzeży miasta. - I naprawdę nalegam.
- W porządku. - Odpowiadam, jak zwykle nie chcąc się sprzeciwiać.
Jestem w pewnym stopniu spełniony, choć nie rozumiem, jak.
- To mój samochód. - Wskazuje na czarny, niski mercedes, lecz ja nie znam się na samochodach, więc nie mam pojęcia, jaki to model.
Puszcza moją dłoń i znów zaczynam czuć się niepewnie, lecz on wtedy otwiera przednie drzwiczki, a ja wsiadam.
- Jeśli chcesz, możesz się przespać.
Więc opieram głowę o szybę i przymykam powieki, myśląc o tym, jak kojąco wpływa na mnie obecność tego mężczyzny.
|FMFFIHS|
Budzę się, spocony i kompletnie przerażony choć nie mam pojęcia, dlaczego.
Leżę w samych bokserkach, przykryty kołdrą na ogromnym łóżku z aksamitną pościelą.
Powietrze dookoła jest przyjemnie chłodne, a za oknem widać srebrny księżyc w pełni, jakby chciał on oświetlić mi pomieszczenie.
Odgarniam z czoła mokre, blond włosy i rozglądam się dookoła w zdezorientowaniu.
- Liam? - Wołam dość głośno, lecz nie na tyle, by obudzić go, gdyby spał.
Chwilę później mężczyzna wchodzi do pomieszczenia, mając na sobie jedynie szare dresy.
- W porządku? - Pyta, a troska maluje się w jego oczach.
Zaprzeczam ruchem głowy, czując jak łzy napływają mi do oczu i przygryzam wargę, by nie drżała.
Liam podchodzi do mnie i kładzie się obok, mocno przyciskając do swojej piersi. Jego skóra jest ciepła i miękka, a słodkawy zapach znów we mnie uderza.
- Boję się - szepczę - Nie mam nic, nie mam nikogo i zamordowałem człowieka. Tak bardzo się boję.
- Wszystko będzie dobrze - odpowiada, całując mnie w czoło. - Zrobię wszystko, by było dobrze. Obiecuję.
A ja wierzę w jego słowa.
- Proszę, nie odchodź. - Mamroczę sennie, czując, że odpływam. - Nie zostawiaj mnie samego.
- Nie zamierzam.
I nie mam pojęcia, czy śnię, czy to dzieje się naprawdę, ale komisarz Payne składa na moich wargach delikatny, jak motyle skrzydła, pocałunek.
ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ!