wtorek, 11 marca 2014

The Stench Of Burned Skin

Gdy kolory powoli powracają, moje serce ponownie pęka. Mam ochotę płakać i krzyczeć, bo przecież go zabiłem - jak mogłem?

 Zamiast tego, mrugam kilka razy i pozostaję niewzruszony, patrząc na komisarza Payne’a, na którego twarzy maluje się troska i zaniepokojenie.

 - Wszystko w porządku? - Pyta, a ja natychmiast przytakuję, otrząsając się z resztek emocji i uczuć.

 - Mogę kontynuować?- Szepczę, a mój głos mimo to lekko drży, jest zachrypnięty i słaby, jakbym używał go po bardzo długiej przerwie, lub krzyczał godzinami.

 - Myślę, że powinieneś odpocząć od tej opowieści. - Odzywa się nagle Ojciec Diego, a ja dopiero teraz przypominam sobie o jego obecności.

 - Nie chcę. Nie mogę, gdy wspomnienia są aż tak żywe. - Odpowiadam natychmiast i nagle ogarnia mnie strach, bo przecież powinienem być posłuszny i się dostosowywać, więc zaciskam powieki i kulę się, czekając na karę.

 - Niall, nikt tutaj nie zamierza cię uderzyć. - Głos komisarza Payne’a jest delikatny i z jakiegoś powodu ja wierzę w jego słowa.

 - Zayn ukarałby mnie za tak skandaliczne zachowanie. - Oznajmiam natychmiast, przygryzając wargę.

Któregoś razu, nie zgodziłem się z nim w decyzji, jaką chciał podjąć.

 Nie pamiętam, o co chodziło, ale byłem okropnie zawzięty, by postawić na swoim.

 Zdenerwował się. Dość szybko, gdyż wcześniej wypił kilka piw, a to wzmagało jego agresję stu procentowo, lecz nie śmiałem nigdy zwrócić mu uwagi.

 Podszedł do kominka, wsadził pogrzebacz do ognia i bawił się nim - naprawdę myślałem, że chce się w ten sposób jakoś uspokoić.

 Tak bardzo się myliłem.

 Chwilę później podszedł do mnie z rozgrzaną do czerwoności stalą, a ja dopiero wtedy zacząłem się bać.

 - Zdejmuj spodnie. - Nakazał ostrym głosem, a ja nie śmiałem się sprzeciwić, więc ściągnąłem je z prędkością światła.

 Podszedł blisko, pogrzebacz trzymając milimetry od mojej skóry - tak, że mogłem poczuć bijący od niego gorąc.

 Chwilę później zwinnie przycisnął go do mojego uda.

 Krzyknąłem - początkowo z szoku - ale chwilę później z ogromnego bólu, jaki odczułem.

 Gdy zabrał przyrząd, popatrzyłem na ranę z otwartymi ustami. Była poczerniała dookoła, ze środka leciała krew, a w powietrzu unosił się smród spalonej skóry.

 A on odszedł. Zostawił mnie, płaczącego, skowyczącego z bólu, ale wiem, że zasłużyłem.

 Zamykam oczy, lekko roztrzęsiony.

 - Jak często robił ci coś takiego? - Pyta Payne przez zaciśnięte zęby.

 - Zawsze, gdy zachowywałem się źle. - Osuwam spodnie do kolan, pokazując liczne, grube blizny.

 Nawet teraz wyglądają okropnie, więc krzywię się, gdy muszę na nie patrzeć.

 - Był potworem. - Stwierdza rzeczowo komisarz, a ja patrzę na niego z bólem w oczach.

 - Kochał mnie. - Szepczę pewnie, czując napływające łzy.

 - Nie kochał cię - warczy - bo gdyby cię kochał, nigdy by cię nie skrzywdził, rozumiesz? Nawet ja traktuję cię lepiej, choć mógłbym boleśnie cię obezwładnić.

 Kręcę głową, a wtedy łzy po prostu spadają na podłogę, a ja mam wrażenie, że słyszę, jak rozpryskują się na ziemi.

 - Nie rozumiesz tego. Jesteś zbyt… - W ostatniej chwili gryzę się w język i kulę, chcąc uniknąć ciosu, którego się spodziewam.

 - Nikt tutaj nie zamierza cię krzywdzić. - Wzdycha Payne. - Nikt już nigdy cię nie skrzywdzi.

 Rusza w moją stronę, a moje serce zamiera w piersi w nagłym przerażeniu.

 Lecz wtedy on po prostu mnie obejmuje, moją twarz chowając w swoją pierś, a wtedy ja zaczynam szlochać, bo pierwszy raz od bardzo dawna czuję się bezpiecznie i pewnie.

 Gdzieś na dnie mojego serca zaczyna płonąć płomyk nadziei, że znów będzie dobrze, że wybaczę samemu sobie i dam radę żyć normalnie.

 Więc płaczę jeszcze bardziej, mocząc materiał koszulki Payne’a i wtulam się w niego jeszcze mocniej, jakby od tego zależeć miało moje życie.

 - Na pewno nie chcesz odpocząć? - Pyta cicho, a jego ciepły oddech owiewa moje ucho. - Zabiorę cię do siebie, kupię coś do jedzenia, a jutro wrócimy. - Zapewnia.

 Przytakuję, choć mam ochotę stać tutaj, w jego objęciach przez resztę mojego życia.

 Komisarz odchodzi ode mnie i nagle ogarnia mnie dziwne uczucie pustki i smutku, lecz już po chwili czuję, jak jego palce splatają się z moimi, a gdy zerkam na jego twarz, widzę szeroki, szczery uśmiech i po prostu wiem, że się rumienię.

 Myślę o tym, jak w brzuchu czuję coś nowego, co dopiero się rodzi, ale daje mi poczucie, że będzie wielkie i potężne, a ja całkowicie w to wierzę.

 Ogarnia mnie uczucie szczęścia - tak silne, że uśmiecham się szeroko i mam ochotę zacząć śpiewać, lecz zaraz uspokajam się, cień uśmiechu chowając w kącikach warg.

 - Więc przenocujesz u mnie, dobrze? Zamówię pizzę i pożyczę ci ubrania. - Mówi Payne, gładząc kciukiem wierzch mojej dłoni.

 - Dziękuję panu, ale to za wiele. Sam nocleg jest wystarczający.

 - Po prostu Liam. - Wzdycha, gdy jesteśmy już niedaleko obrzeży miasta. - I naprawdę nalegam.

 - W porządku. - Odpowiadam, jak zwykle nie chcąc się sprzeciwiać.

 Jestem w pewnym stopniu spełniony, choć nie rozumiem, jak.

 - To mój samochód. - Wskazuje na czarny, niski mercedes, lecz ja nie znam się na samochodach, więc nie mam pojęcia, jaki to model.

 Puszcza moją dłoń i znów zaczynam czuć się niepewnie, lecz on wtedy otwiera przednie drzwiczki, a ja wsiadam.

 - Jeśli chcesz, możesz się przespać.

 Więc opieram głowę o szybę i przymykam powieki, myśląc o tym, jak kojąco wpływa na mnie obecność tego mężczyzny.

                                                     |FMFFIHS|

 Budzę się, spocony i kompletnie przerażony choć nie mam pojęcia, dlaczego.

 Leżę w samych bokserkach, przykryty kołdrą na ogromnym łóżku z aksamitną pościelą.

 Powietrze dookoła jest przyjemnie chłodne, a za oknem widać srebrny księżyc w pełni, jakby chciał on oświetlić mi pomieszczenie.

 Odgarniam z czoła mokre, blond włosy i rozglądam się dookoła w zdezorientowaniu.

 - Liam? - Wołam dość głośno, lecz nie na tyle, by obudzić go, gdyby spał.

 Chwilę później mężczyzna wchodzi do pomieszczenia, mając na sobie jedynie szare dresy.

 - W porządku? - Pyta, a troska maluje się w jego oczach.

 Zaprzeczam ruchem głowy, czując jak łzy napływają mi do oczu i przygryzam wargę, by nie drżała.

 Liam podchodzi do mnie i kładzie się obok, mocno przyciskając do swojej piersi. Jego skóra jest ciepła i miękka, a słodkawy zapach znów we mnie uderza.

 - Boję się - szepczę - Nie mam nic, nie mam nikogo i zamordowałem człowieka. Tak bardzo się boję.

 - Wszystko będzie dobrze - odpowiada, całując mnie w czoło. - Zrobię wszystko, by było dobrze. Obiecuję.

 A ja wierzę w jego słowa.

 - Proszę, nie odchodź. - Mamroczę sennie, czując, że odpływam. - Nie zostawiaj mnie samego.

 - Nie zamierzam.

 I nie mam pojęcia, czy śnię, czy to dzieje się naprawdę, ale komisarz Payne składa na moich wargach delikatny, jak motyle skrzydła, pocałunek.


ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ!