Zatrzymuję się przed ciemnym, wysokim murem, znajdując się między dwoma szarymi kamienicami.
Zerkam za siebie, w oddali dostrzegając zabłoconą ulicę, gdzie co chwilę przejeżdżają pojedyncze samochody.
Teraz ten świat wydaje się taki odległy.
- Naprawdę mnie nie zauważyłeś, czy tylko udajesz? - Podskakuję, przestraszony nagłym dźwiękiem i dopiero wtedy go dostrzegam.
Stoi oparty jednym ramieniem o mur, ubrany w czarną, podniszczoną skórzaną kurtkę, z której na ziemię leniwie skapują krople wody.
Bawi się srebrną zapalniczką, bacznie mnie obserwując, podczas gdy ja wzrokiem zjeżdżam na jego dziurawe jeansy i przetarte, ubłocone buty na motocykl.
Przełykam ślinę, sparaliżowany przerażeniem, nie mogąc się odezwać.
Moje myśli zaczynają się rozbiegać, rozsypując się na wszystkie strony, więc wypowiadam pierwszą, najprostszą rzecz, której jestem pewien.
- Nazywam się Niall Horan, mam dwadzieścia jeden lat, pochodzę z Irlandii. Zabiłem go. - Szepczę, a komisarz Liam patrzy na mnie, marszcząc brwi.
- To już wiem. - Wzdycha, szybkim ruchem wsadzając zapalniczkę do tylnej kieszeni spodni.
Mam ochotę się rozpłakać i po prostu umrzeć, bo jestem najgorszą kreaturą, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Lecz Zayn nienawidził, gdy robiłem z siebie ofiarę, więc staram się uspokoić.
- Chcę… Pójść do kościoła i się wyspowiadać. - Szepczę, a zanim mężczyzna zdąża się odezwać, kontynuuję. - Możesz słuchać mojej spowiedzi.
- Chodźmy. - Odpowiada niby pewnie, choć ja i tak wiem, że ma wątpliwości. Kto by nie miał? W końcu jestem mordercą.
Mimo to, Payne pozwala mi iść swobodnie, jedynie cicho za mną kroczy, a to ja go prowadzę.
Ludzie przechodzą obok, dziwnie nam się przyglądając, a ja czuję się źle, bo przecież stwarzam zagrożenie
Jestem ubrany jedynie w szarą koszulkę, więc zamarzam na kość, bo jest środek jesieni i mży, więc po chwili zaczynam głośno szczękać zębami.
- Stój. - Nakazuje Liam, a ja zamykam oczy w przerażeniu, oczekując ciosu, który nie nadchodzi
Czuję jedynie, jak ciepła kurtka ląduje na moich ramionach, a ja doznaję miliona przyjemnych dreszczy, gdy moja skóra spotyka się z przyjemnym materiałem.
Odwracam się, patrząc policjantowi w oczy i już nie potrafię powstrzymać łez, które od tak dawna zbierałem. Nikt od wieków nie był dla mnie miły.
Payne uśmiecha się z zakłopotaniem, a ja ocieram mokre policzki i po woli ruszam dalej.
- Jesteś wolny, Niall. - Mamroczę pod nosem tak, aby ktoś przez przypadek nie podsłuchał. - Już nikt cię nie skrzywdzi.
Zerkam na swoje nadgarstki, w niektórych miejscach brudne od zaschniętej krwi i pełne blizn, kończących się dopiero przy łokciu.
Nienawidzę siebie, swojego ciała, osobowości, ale w końcu nikt nie będzie mnie bił, upokarzał i mówił, jak bardzo beznadziejny jestem.
I choć tęsknota rozdziera mi serce, to jestem choć trochę szczęśliwy, czego nie zaznawałem w ciągu ostatnich miesięcy.
Ból jest nie do zniesienia, poczucie winy zżera moje wnętrzności, lecz czuję też ulgę. Po części nie żałuję, że go zabiłem.
Moje myśli zaczynają się rozsypywać, jak biały śnieg zimą.
Przystaję i oddycham ciężko, bo nie potrafię się skupić. Widzę jedynie ciemność, czuję paraliżujący strach i ból, a moje ciało zaczyna się trząść.
Wiem, że ktoś chce mi pomóc, wydostać resztki mnie z próżni, lecz jest zbyt słaby, a ja jestem za głęboko.
Kim jestem?
Jak wyglądam?
Co robię?
Z całych sił próbuję się skupić, znaleźć jakąś prostą myśl, czy wspomnienie, ale to okropnie ciężkie.
Doszukuję się jakichś uczuć, czegokolwiek, lecz jedyne, co teraz czuję to pustka i zastanawia mnie, czy nie zostać w tym stanie na zawsze.
Nie ma niczego, nawet mnie.
W mojej głowie pojawia się myśl; czy tak wygląda śmierć?
I wtedy przez gęstą, czarną chmurę przebija się zarys twarzy.
Najpierw niewyraźne, lecz po kilku sekundach widzę czekoladowe tęczówki, kilkudniowy zarost, malinowe wargi, ciemną karnację i czarne włosy.
Spod idealnie prostego nosa ścieka stróżka krwi, która po chwili otarta jest wierzchem dłoni, lecz to jedynie rozmazuje rdzawy płyn na gładkim policzku.
Nie jestem pewien, kto to, dopóki nie dostrzegam całego ciała, a w pierś wbity ozdobny pogrzebacz do kominka.
Czerwona ciecz robi ogromną plamę w miejscu wbicia i ścieka w dół, po śnieżnobiałej koszulce, która po chwili traci swą biel, a ciało bezwładnie upada na podłogę.
Upadam za nim, na kolana, zbierając go w swoje ramiona i przytulając, a dodatkowo głaszczę, odgarniam włosy i całuję.
- Tak bardzo cię przepraszam, Zayn. - Ściskam go mocniej i płaczę, patrząc w jego gasnące oczy.
Pamiętam już wszystko. Kim jestem, co zrobiłem i jak bardzo siebie nienawidzę.
- Przepraszam, Niall. - Jego szept jest słaby, a oddech staje się jeszcze cięższy. - Należało mi się. - Wiem, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale przyciskam swoje wargi do jego, co stara się odwzajemnić, lecz nie ma na tyle sił.
Czuję się, jakbym skrzywdził motyla.
Małego, pięknego i delikatnego, a tym pocałunkiem jedynie niszczę jego cudowne skrzydła, ale jest on też pozwoleniem, by odszedł z tego świata.
- Kocham cię. - Zdążamy wypowiedzieć w tym samym momencie i pewnie zaśmiałbym się, gdyby jego oczy po tym nie zgasły, a on nie umarł.
Zabiłem go.
Wszystko powoli zaczyna powracać; kolory, chłód i wszechogarniające poczucie przerażenia, z którym żyję już od dłuższego czasu.
Rozglądam się dookoła, zauważając wokół kompletne pustkowie; drogę, na końcu której znajduje się mały, drewniany kościół, a obok ogołocone ze zboża pola.
Klęczę na zimnym, wilgotnym chodniku, a obok mnie znajduje się komisarz Payne, trzymając dłoń na moim ramieniu. Jest zdezorientowany, ale jednocześnie na jego twarzy jaśnieje smutek i współczucie, czego nie doświadczałem od wieków.
Moje ciało lekko się trzęsie, jestem przemarznięty, przemoczony i wystraszony, co zauważa mężczyzna, po chwili pomagając mi wstać.
Drżę, ale ruszam w stronę kościoła, a Payne cicho kroczy obok mnie. Wiem, że widząc całą tę scenę musiał przeżyć szok. Pewnie zachowałbym się tak samo.
- Louis… Mój przyjaciel, studiujący psychologię twierdzi, że moja psychika jest w rozsypce. - Szepczę, patrząc na czubki swoich butów. - Uważa, że są momenty, w których mój mózg… Umiera.
-Dlaczego? - Pyta cicho, a ja od niechcenia wzruszam ramionami, wsuwając dłonie w kieszenie jego kurtki.
- Zayn przez kilka lat znęcał się nade mną. Psychicznie i fizycznie. Lou dziwi się, że jeszcze żyję. Gdy to nadchodzi, muszę myśleć o najprostszej rzeczy, której jestem pewien.
Dochodzimy do wielkich wrót budynku, a ja czuję, że komisarz Payne jest wstrząśnięty. Jestem kluczem w sprawie o morderstwo, mając mnie, ma całą historię i podane nazwiska świadków.
Wszystko inne zmyło się wraz z jego krwią z moich rąk.
Wchodzimy w ciszy. Maczam dłoń w wodzie święconej i mam wrażenie, że pali moje palce niczym żywy ogień, więc zaciskam w wąską linię, by nie krzyknąć.
Od razu idziemy do konfesjonału, gdzie jest już Ojciec Diego, jakby na mnie czekał.
- Chcę, by komisarz mógł wysłuchać mej spowiedzi. - Szepczę, a mój głos drży. Ojciec niepewnie przytakuje, a ja po chwili klękam.
- Wybacz mi Ojcze, ponieważ zgrzeszyłem. - Przełykam ślinę i czuję, że obaj mężczyźni napięli się w oczekiwaniu.
Teraz wiem, że muszę zacząć od początku. Od dnia, gdy to piekło się zaczęło.
__________________________________________________________________________
Witam ! Jest prolog, mam nadzieję, że Wam się podoba i skomentujecie! xx
Zerkam za siebie, w oddali dostrzegając zabłoconą ulicę, gdzie co chwilę przejeżdżają pojedyncze samochody.
Teraz ten świat wydaje się taki odległy.
- Naprawdę mnie nie zauważyłeś, czy tylko udajesz? - Podskakuję, przestraszony nagłym dźwiękiem i dopiero wtedy go dostrzegam.
Stoi oparty jednym ramieniem o mur, ubrany w czarną, podniszczoną skórzaną kurtkę, z której na ziemię leniwie skapują krople wody.
Bawi się srebrną zapalniczką, bacznie mnie obserwując, podczas gdy ja wzrokiem zjeżdżam na jego dziurawe jeansy i przetarte, ubłocone buty na motocykl.
Przełykam ślinę, sparaliżowany przerażeniem, nie mogąc się odezwać.
Moje myśli zaczynają się rozbiegać, rozsypując się na wszystkie strony, więc wypowiadam pierwszą, najprostszą rzecz, której jestem pewien.
- Nazywam się Niall Horan, mam dwadzieścia jeden lat, pochodzę z Irlandii. Zabiłem go. - Szepczę, a komisarz Liam patrzy na mnie, marszcząc brwi.
- To już wiem. - Wzdycha, szybkim ruchem wsadzając zapalniczkę do tylnej kieszeni spodni.
Mam ochotę się rozpłakać i po prostu umrzeć, bo jestem najgorszą kreaturą, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Lecz Zayn nienawidził, gdy robiłem z siebie ofiarę, więc staram się uspokoić.
- Chcę… Pójść do kościoła i się wyspowiadać. - Szepczę, a zanim mężczyzna zdąża się odezwać, kontynuuję. - Możesz słuchać mojej spowiedzi.
- Chodźmy. - Odpowiada niby pewnie, choć ja i tak wiem, że ma wątpliwości. Kto by nie miał? W końcu jestem mordercą.
Mimo to, Payne pozwala mi iść swobodnie, jedynie cicho za mną kroczy, a to ja go prowadzę.
Ludzie przechodzą obok, dziwnie nam się przyglądając, a ja czuję się źle, bo przecież stwarzam zagrożenie
Jestem ubrany jedynie w szarą koszulkę, więc zamarzam na kość, bo jest środek jesieni i mży, więc po chwili zaczynam głośno szczękać zębami.
- Stój. - Nakazuje Liam, a ja zamykam oczy w przerażeniu, oczekując ciosu, który nie nadchodzi
Czuję jedynie, jak ciepła kurtka ląduje na moich ramionach, a ja doznaję miliona przyjemnych dreszczy, gdy moja skóra spotyka się z przyjemnym materiałem.
Odwracam się, patrząc policjantowi w oczy i już nie potrafię powstrzymać łez, które od tak dawna zbierałem. Nikt od wieków nie był dla mnie miły.
Payne uśmiecha się z zakłopotaniem, a ja ocieram mokre policzki i po woli ruszam dalej.
- Jesteś wolny, Niall. - Mamroczę pod nosem tak, aby ktoś przez przypadek nie podsłuchał. - Już nikt cię nie skrzywdzi.
Zerkam na swoje nadgarstki, w niektórych miejscach brudne od zaschniętej krwi i pełne blizn, kończących się dopiero przy łokciu.
Nienawidzę siebie, swojego ciała, osobowości, ale w końcu nikt nie będzie mnie bił, upokarzał i mówił, jak bardzo beznadziejny jestem.
I choć tęsknota rozdziera mi serce, to jestem choć trochę szczęśliwy, czego nie zaznawałem w ciągu ostatnich miesięcy.
Ból jest nie do zniesienia, poczucie winy zżera moje wnętrzności, lecz czuję też ulgę. Po części nie żałuję, że go zabiłem.
Moje myśli zaczynają się rozsypywać, jak biały śnieg zimą.
Przystaję i oddycham ciężko, bo nie potrafię się skupić. Widzę jedynie ciemność, czuję paraliżujący strach i ból, a moje ciało zaczyna się trząść.
Wiem, że ktoś chce mi pomóc, wydostać resztki mnie z próżni, lecz jest zbyt słaby, a ja jestem za głęboko.
Kim jestem?
Jak wyglądam?
Co robię?
Z całych sił próbuję się skupić, znaleźć jakąś prostą myśl, czy wspomnienie, ale to okropnie ciężkie.
Doszukuję się jakichś uczuć, czegokolwiek, lecz jedyne, co teraz czuję to pustka i zastanawia mnie, czy nie zostać w tym stanie na zawsze.
Nie ma niczego, nawet mnie.
W mojej głowie pojawia się myśl; czy tak wygląda śmierć?
I wtedy przez gęstą, czarną chmurę przebija się zarys twarzy.
Najpierw niewyraźne, lecz po kilku sekundach widzę czekoladowe tęczówki, kilkudniowy zarost, malinowe wargi, ciemną karnację i czarne włosy.
Spod idealnie prostego nosa ścieka stróżka krwi, która po chwili otarta jest wierzchem dłoni, lecz to jedynie rozmazuje rdzawy płyn na gładkim policzku.
Nie jestem pewien, kto to, dopóki nie dostrzegam całego ciała, a w pierś wbity ozdobny pogrzebacz do kominka.
Czerwona ciecz robi ogromną plamę w miejscu wbicia i ścieka w dół, po śnieżnobiałej koszulce, która po chwili traci swą biel, a ciało bezwładnie upada na podłogę.
Upadam za nim, na kolana, zbierając go w swoje ramiona i przytulając, a dodatkowo głaszczę, odgarniam włosy i całuję.
- Tak bardzo cię przepraszam, Zayn. - Ściskam go mocniej i płaczę, patrząc w jego gasnące oczy.
Pamiętam już wszystko. Kim jestem, co zrobiłem i jak bardzo siebie nienawidzę.
- Przepraszam, Niall. - Jego szept jest słaby, a oddech staje się jeszcze cięższy. - Należało mi się. - Wiem, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale przyciskam swoje wargi do jego, co stara się odwzajemnić, lecz nie ma na tyle sił.
Czuję się, jakbym skrzywdził motyla.
Małego, pięknego i delikatnego, a tym pocałunkiem jedynie niszczę jego cudowne skrzydła, ale jest on też pozwoleniem, by odszedł z tego świata.
- Kocham cię. - Zdążamy wypowiedzieć w tym samym momencie i pewnie zaśmiałbym się, gdyby jego oczy po tym nie zgasły, a on nie umarł.
Zabiłem go.
Wszystko powoli zaczyna powracać; kolory, chłód i wszechogarniające poczucie przerażenia, z którym żyję już od dłuższego czasu.
Rozglądam się dookoła, zauważając wokół kompletne pustkowie; drogę, na końcu której znajduje się mały, drewniany kościół, a obok ogołocone ze zboża pola.
Klęczę na zimnym, wilgotnym chodniku, a obok mnie znajduje się komisarz Payne, trzymając dłoń na moim ramieniu. Jest zdezorientowany, ale jednocześnie na jego twarzy jaśnieje smutek i współczucie, czego nie doświadczałem od wieków.
Moje ciało lekko się trzęsie, jestem przemarznięty, przemoczony i wystraszony, co zauważa mężczyzna, po chwili pomagając mi wstać.
Drżę, ale ruszam w stronę kościoła, a Payne cicho kroczy obok mnie. Wiem, że widząc całą tę scenę musiał przeżyć szok. Pewnie zachowałbym się tak samo.
- Louis… Mój przyjaciel, studiujący psychologię twierdzi, że moja psychika jest w rozsypce. - Szepczę, patrząc na czubki swoich butów. - Uważa, że są momenty, w których mój mózg… Umiera.
-Dlaczego? - Pyta cicho, a ja od niechcenia wzruszam ramionami, wsuwając dłonie w kieszenie jego kurtki.
- Zayn przez kilka lat znęcał się nade mną. Psychicznie i fizycznie. Lou dziwi się, że jeszcze żyję. Gdy to nadchodzi, muszę myśleć o najprostszej rzeczy, której jestem pewien.
Dochodzimy do wielkich wrót budynku, a ja czuję, że komisarz Payne jest wstrząśnięty. Jestem kluczem w sprawie o morderstwo, mając mnie, ma całą historię i podane nazwiska świadków.
Wszystko inne zmyło się wraz z jego krwią z moich rąk.
Wchodzimy w ciszy. Maczam dłoń w wodzie święconej i mam wrażenie, że pali moje palce niczym żywy ogień, więc zaciskam w wąską linię, by nie krzyknąć.
Od razu idziemy do konfesjonału, gdzie jest już Ojciec Diego, jakby na mnie czekał.
- Chcę, by komisarz mógł wysłuchać mej spowiedzi. - Szepczę, a mój głos drży. Ojciec niepewnie przytakuje, a ja po chwili klękam.
- Wybacz mi Ojcze, ponieważ zgrzeszyłem. - Przełykam ślinę i czuję, że obaj mężczyźni napięli się w oczekiwaniu.
Teraz wiem, że muszę zacząć od początku. Od dnia, gdy to piekło się zaczęło.
__________________________________________________________________________
Witam ! Jest prolog, mam nadzieję, że Wam się podoba i skomentujecie! xx